Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Część 5
Ta notka zawiera troche treści erotycznej (uprzedziłam wieć nie mieć do mnie jakichkolwiek o to wątów!!!!!!)
Trójka dorosłych ludzi siedziała w jadalni, pomimo swoje obecności każde z nich było daleko od tego miejsca i myślało o czymś innym. Invidia zastanawiała się nad celem przybycia jej ojca. Narcyza czekała na swojego męża… a Draco On, najprawdopodobniej siedział żeby siedzieć… Nagle usłyszeli upragniony dźwięk trzaśnięcia drzwiami. Do jadalni wkroczył Voldemort wraz z Lucjuszem. Tom Riddl’e już nie jak niegdyś, krótkie czarne włosy twarz przybrała naturalny kolor, wraz z ciemną karnacją, nieduży zgrabny nos oraz prawdziwie czarne oczy. Wyglądał jak człowiek jednak choćby wzrok uświadamiał o jego bezduszności i złu które przeszywały go na wskroś.
-Ojcze.- Invidia, ubrana w długą czarną suknie z gorsetem, która idealnie podkreślała jej zalety, jednocześnie dawała jej mnóstwo elegancji.
-Invidia Aenay Marvolo Ridlley, moja córka - Ojciec oplótł swoja jedyna córkę rękami które zakrywały ciemne szaty. Był okrutny ale ona była dla niego najważniejsza… zarówno ze względu na Potęgę jak miała jak i ze względu na to że był jej Ojcem…Jednak to drugie w mniejszym stopniu
-Witaj Narcyzo- skinął głową w stronę blondynki , która ukłoniła się po pas.
-Witaj Panie.- Draco bił w pokłony przed swoim mistrzem.
-Dziedzic Malfoyów…- stwierdził to z lekką ironia jak i pochwałą - godny następca Lucjuszu - to drugie powiedział nieco ciszej. Jednak nie umknęło to słuchowi Dracona
-Usiądźmy – przez ta krótka chwile skrzaty sprzątnęły cały syto zastawiony stół, a piątka dorosłych ludzi zasiadła do stołu.
-Narcyzo czy Rookwood wykonał swoje zadanie- zapytał z sarkazmem i nieukrywaną złością…
-Nie panie, dalej obserwuje ich dom…
-A więc zajmiemy się nim później,
Po długich dyskusjach o misjach,
- A teraz chciałbym zostać z córką sam.
Trójka Malfoyów odeszła, a młoda dziewczyna i jej Ojciec zostali sami siedząc po przeciwległych stronach stołu, gdy mężczyzna wyjął nieduże obite zielono-czarną skóra pudełeczko.
-tak...- nie był sentymentalny, widać było jedynie błysk w oku, agresje i pasje połączoną z władzą gdy, spojrzał na pudełko…
-nie dziwie ci się ze jesteś tego ciekawa.- Była przyzwyczajona że używał leglimencji.
-Tak ciekawi mnie to, Twój wzrok był taki...- wyraźnie nie wiedziała jak i co ma powiedzieć nie dało się tego określić jednym słowem…
Położył pudełko przed dziewczyną, był pewien tego co robi choć kładąc je obawiał się czegoś On WIELKI Pan i Władca… najzwyczajniej się zawahał, jednak szybko cofnął rękę i wyprostował się.
-Wszystko wytłumaczy Ci Lucjusz…a teraz proszę odejdź i zawołaj Narcyze.
Invidia z niemałą ciekawością i irytacją opuściła pomieszczenie udała się do salonu gdzie ujrzała Narcyze i Lucjusza siedzących w fotelach… Lucjusz wyraźnie zainteresowany jakąś książką a Narcyza dziwnie zainteresowana płomieniami kominka i jakby smutna… Niemożna się dziwić może i jest smierciorzerczynią ale jest również kobitą… Która potrzebuje swojego rodzaju opieki i choć odrobinę więcej zainteresowania, nie tylko conocnego sexu…
-Narcyzo, wzywa Cię
-Och, aha już idę już-jak z jakiegoś letargu wstał i wyszła… Córka nocy mogła ale chyba niebyła zainteresowana poznawaniem jej myśli… Najprawdopodobniej wcale niemusiałaby wchodzić do jej umysłu…
-ykhym- znacząco dało znać ze nadal jest w pomieszczeniu i ma w tym cel
-Tak?- Lucjusz podniósł wzrok, spojrzał na kobietę stojącą w progu w czarnej długiej sukni z rozwianymi włosami która wyglądała jak córka samego szatana
-Czy mógłbyś mi pomóc?- tu pokazała zawartość swojej dłoni, nadal patrząc wprost w głębie Lucjuszowych oczu, on nie był jej dłużny, nie spojrzał nawet na rękę wpatrywał się w jej oczy z ogromną zachłannością jak i z całkowitym opanowaniem.. niby obojętnie, jednak…
-Tak, chodźmy do gabinetu
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i ruszyła przed Lucjuszem, jej kobiece ruchy niezwykłe ciało nie pozwalało obojętnie przejść. Mężczyzna pomimo zewnętrznego spokoju w środku pragnął jej do szaleństwa… Pociągłą go. Zresztą nie jego jednego.
A Ona dziś była do obłędu zaintrygowana zawartością pudełka nie zdając sobie sprawy jak bardzo czaruje sobą…
Weszli do dużego stonowanego pomieszczenia, po lewej stronie było 5 ogromnych okien które teraz wpuszczały blask księżyca, który za kilak dni miał być już w pełni po prawej stronie stało biurko a na ścianie w której były drzwi wisiał obraz , na którym siedziała w wysokim fotelu najprawdopodobniej przodek rodu Malfoyów, na co wskazywało Na wprost obrazu stało kilkanaście regałów z księgami. Był to gabinet Lucjusza wraz z małą biblioteka, i tarasem przy 2 oknie
- A więc???- zapytała siadając przy biurku naprzeciwko mężczyzny
-Otwórz to.- nieco obojętnie nakazał jej a ona go posłuchała
Ujrzała niebieski brylant oprawiony platyną który w środku miał figurkę konia z wężem u boku i orłem u góry. Tak małe a tak idealne i dokładne… niespotykane i niepowtarzalne Gdy ujęła o w ręce poczuła się bezsilna i wszechmogąca zarazem… jakby miał zemdleć i odlecieć…Ten stan trwał ułamki sekundy…
-Tak wiem co czułaś, Jakbyś była kimś i nikim zarazem…- dziewczyna była bardzo ciekawa jednak chciała zachować zimną krew
-Ale..
-Czemu???- zapytał zagadkowo- omnipotencje...-szepnął ledwo dosłyszalnie
-Koń oznacza samą Ciebie, Wąż wroga, Orzeł, orzeł oznacza osobę obdarzoną twoją miłością…Nauczysz się z czasem tego medalionu. Możesz przechowywać w nim swoje myśli najbezpieczniejsze miejsce na to, masz do nich dostęp TYLKO ty… Nawet sam Czarny Pan nie będzie mógł ich odczytać…Będzie ci Pomocny w bardzo wielu sytuacjach… da ci dostęp do największych i najstraszniejszych rodzajów magii. – nastała chwila ciszy.
-Dziękuje, pozwól że opuszczę Twoje towarzystwo
-Tak idź..
-Jeśli będę miał jeszcze jakieś pytanie to czy mogę….
-Tak..
Ridlley’ówna wyszła z pomieszczenia delikatnie zdziwiona i jakby przerażona… Udała się do swojego pokoju gdzie nie używając różdżki ani rąk rozwiązała gorset zrzuciła z siebie wraz z suknią w samej bieliźnie weszła do łazienki odkręciła kurki z wodą dolała kilka kropel aromatu wanilii i weszła do wanny… Leżała długo… było jej dobrze…Zapach wanilii drażniący jej nozdrza uspokajał i ukajał wszelkie bóle. Wyszła z wanny wytarła się i założyła zwiewną krwiście-czerwoną satynową koszulkę na ramiączkach. Jednak jedno pytanie nie pozwoliło jej dojść do łóżka i oddać się w objęcia morfeusza…Opuściła pokuj kierując się do gabinetu Pana domu, zastukała delikatnie i nie czekając na odpowiedź weszła, Lucjusz nadal siedział przy biurku, patrząc w ogień popijał jakiś trunek. Na widok dziewczyny uśmiechnął się pytająco, Ona usiadła na fotelu naprzeciwoko
- Powidz mi czemu mój Ojciec zawahał się dając mi go??- Lucjusz poruszył się niespokojnie jednak odpowiedział
-Medalion ma wielką moc… Nie jest to magiczna zabawka, sam wybiera sobie właściciela, jedna można nad nim zapanować a tym samym stać się Wszechmocnym… Nie bez powodu nazywa się Omnipotencje – Lucjusz powiedział to tak melodyjnym głosem tak spokojnym i kojącym.
-Yhym - wstała zamyślona pełna wdzięku i błogiej nieświadomości jak bardzo kusi sobą, zaczynając od delikatnych ramion przez bogaty biust zgrabne pośladki po pełne gracji nogi, które prowadziły diablice ze firanę tarasu…Lucjusz który nie ukrywał pożądania młodą kobietą szargany przez myśli dotyczące jej pochodzenia które pod wpływem tak magicznej chwili tak naprawdę się nie liczyły… Siedział jeszcze chwile poczym wstał i bezszelestnie podążył za dziewczyną. Przystanął w drzwiach patrzył jak delikatny zefir figlarnie zabawia się włosami dziewczyny jednocześnie przesuwając dół koszuli to w prawo to w lewo… Jakby bał się ze zaplami ten ideał..
Lucjusz… dorosły mężczyzna w ciemnych bokserkach z narzuconą byle jak koszulą, ukazywał swoją umięśnioną pierś na której kilka blizn nadawało mu męskości, platynowe włosy przy świetle księżyca miały kolor grzywy jednorożca, które delikatnie poddawały się podmuchom wiatru poczym uwodzicielsko opadały na umięśnione ramiona, głębokie błękitno-stalowe oczy które przeszywały na wskroś delikatny szarmancki uśmiech zadarty nos, był naprawdę przystojny i pełen seksu…
Doszedł do dziewczyny i delikatnie opuszkami palców masował jej plecy… Poczuł jak się wzdrygnęła i napięła przez chwile mięśnie po to by natychmiast je rozluźnić… stał za nią nadal jeżdżąc palcami po jej gładkiej skórze… nachylił się nad nią i delikatnie całował plecy, szyje… nadal masując ja ręką, zsunął jedno ramiączko jej koszuli… Ona poddawał się jego pieszczotą było jej dobrze… On zjechał rękami niżej na jej talie całując po szyi ona przechyliła do niego głowę przymrużając oczy i mrucząc cicho… masował jej brzuch… Odwróciła się do niego przodem, pocałunkami pieścił jej dekolt idąc ku gurze delikatnie musnął jej usta swoimi drocząc się z nią jednak dając jej wygrać… jednocześnie masował pośladki ona gładziła jego plecy masowała zjeżdżał niżej i wyżej bawiła się włosami wplątywała w nie swoje palce… znów całował ja po szuji a ona wyginała się pod jego dotykiem… zgrabnym ruchem zsunął jej drugie ramiączko koszuli, wziął ja na ręce i zaniósł na miękki dywan prze kominkiem w który wciąż palił się ogień, oświetlając ich twarze… położył ją na dywanie i sam położył się obok całowali się namiętnie z pasją on gładził jej ciało ona zsuwał jego bokserki, Chciała tego a jeśli ona czegoś chciała to musiała to dostać… Spojrzała mu w oczy z pożądaniem i władzą… widział, ze jej pragnie…
Lucjusz był bardzo zmysłowy nie opuszczał żadnego punktu czy pod punkciku był niesamowicie delikatny ale też ekstremalnie agresywny, Kochali się zmysłowo i chciwie, czuła jak bardzo tego potrzebowała poczuła się wolna. Rozkochała w sobie Lucjusza wiedziała że nie popełni żadnego błędu że pod tym względem będzie zadowolona…i była…
PS: Nie to nie będzie tak że ,,o proszę nagle Invidia będzie z Lucjuszem…’’chodzi o pewną reakcje łańcuchową
Invidia córka najczystszej z czystych Krwi 27/06/2008 01:25:38 [
Powrót]
Komentuj